Skandale obyczajowe Polańskiego, Piesiewicza i - było nie było - Terlikowskiego z Krauzem, należą do lepszych rzeczy, jakie nam się ostatnio przytrafiły. Zmuszają do przemyślenia etyki seksualnej. To konieczne przy szeroko otwartych granicach na Zachód. Koniec kwarantanny! Do niedawna Polacy bali się o tym myśleć, tym bardziej głośno mówić. Nasza kultura jest wiejska, dworkowa i naiwna. Jakże jesteśmy zacofani przy wielkomiejskiej i dworskiej kulturze Francuzów, gdzie intryga seksualna wiązała się z polityczną. Kiedy emocje erotyczne są poddane racjonalnej rachubie, wzrasta kultura uczuć.
Rozwój świadomości wymaga skrajności zarówno w człowieku, jak i w społeczeństwie. Zanim zostałeś moralistą powinienieś grzesznikiem. Dopiero wtedy wiesz, o czym mówisz, nie jesteś cudzą tubą. Również nie powinno być samych świętych w jakiejś zbiorowości. Np. Tomasz Terlikowski nie miałby powodu, żeby się odezwać, a mimo wszystko mówi ważne rzeczy. Nie byłoby też okazji, by mu odpowiedzieć rozważając racje. Tym sposobem stajemy się mądrzejsi zdanie po zdaniu, krok po kroku wracając do Europy.
Panu Tomaszowi życzę w Nowym Roku ugody z pozywającymi. Romanowi Polańskiemu - umorzenia kary. Krzysztofowi Piesiewiczowi męstwa w ciężkiej próbie, na którą - jak spekuluję - podświadomie sam siebie wystawił. Nie mógł znieść przylepionej maski moralisty, gdy jest tylko - ale czy to mało? - świadomym artystą. Coś każe nam żyć w prawdzie. "Vocatus atque non vocatus Deus aderit".
Komentarze
Pokaż komentarze (57)